Kilka-, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu, przygotowując się do Pierwszej Komunii świętej, usłyszeliśmy o nich po raz pierwszy podczas nauki katechizmu. Wiele razy w kościele słyszeliśmy fragmenty z czytań mszalnych mówiące o tych cnotach: „Bez wiary nie można podobać się Bogu”, „Gdybym… lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże”, „Wiara bez uczynków jest martwa”…

Istotnym jest natomiast zapytać się, czy te trzy cnoty są w jakiś sposób realną częścią naszego życia, czy tylko oklepanym, a nie przeżytym stwierdzeniem? Co znaczy, że mają one kształtować naszą postawę względem Boga? O jaką postawę tak naprawdę chodzi?

Istotną treścią WIARY jest nie tylko uznanie samego faktu istnienia Boga („Także złe duchy wierzą i drżą”), ale osobowe, spersonalizowane uznanie całej prawdy o Nim - o Jego dobroci, Miłości, wszechmocy, wyjściu, pochyleniu się ku człowiekowi…, co z kolei prowadzi do uwierzenia nie tylko „w” Boga, ale Bogu, jako Temu, który jako jedyny jest godny całkowitej wiary – zawierzenia Mu całego siebie, całego własnego życia. Jest to postawa, która wprowadza w wewnętrzną zażyłość z „Tym, o którym wiemy, że nas miłuje”, jak wspaniale napisała św. Teresa od Jezusa. Prowadzi ona do odnalezienia relacji miłości z Nim i to w taki sposób, że powoli całe życie może się stawać spotkaniem z Bogiem – modlitwą, dzięki odnajdywaniu Jego obecności w całym naszym życiu i wszystkich jego sprawach.

To zawierzenie Bogu jest też w zasadzie dynamiczną treścią drugiej cnoty teologalnej – NADZIEI. Nadzieja kieruje nasze spojrzenie poza rzeczywistość doczesną, w wieczność i pozwala nam ufać, że jeśli sami nie odwrócimy się od Boga, z pomocą Jego łaski, kiedyś, po śmierci ujrzymy Go w niebie i będziemy z NIM – jedynym naszym szczęściem – przebywać na zawsze. Nadzieja nie mami naszego wzroku. Pomaga jasno zobaczyć własną słabość, grzechy, niedociągnięcia, błędy… i iść z tym wszystkim z ufnością do Boga, jak małe dziecko do swojego najlepszego Ojca. Pomaga więc również ciągle na nowo powstawać i wracać na drogę nawrócenia, na drogę wiary i miłości. Nie pozwala zwątpić, czy to wtedy, gdy znowu coś nie wyjdzie, czy wtedy, gdy wszystko wydaje się sprzysięgać przeciwko nam, czy wreszcie wtedy, gdy Bóg wydaje się daleki, nieobecny, nieodczuwalny. Nadzieja nadaje dynamizm codziennemu życiu wiary.

I wreszcie MIŁOŚĆ. Patrząc na dwa powyższe akapity można zauważyć, że faktyczne życie wiarą i nadzieją jest już tak naprawdę przeżywaniem miłości w swoim życiu. Jest bowiem wyjściem poza samego siebie, moje sprawy, mój punkt widzenia i zwróceniem się na Drugiego – na Boga, który jest nieskończenie godny miłości. Jest ponadto troską o to, by swoje życie kształtować w taki sposób, by się Jemu podobać, by odpowiadać na Jego miłość, w skrócie: by kochać.

Zapewne rzuca się tu w oczy fakt, że cnotę miłości odnieśliśmy przede wszystkim do Boga. Można sprecyzować i powiedzieć: po pierwsze do Boga. W chrześcijaństwie nie ma tak naprawdę dwóch przykazań miłości. Jest jedno, choć ma dwie formy wyrazu „Boga i bliźniego”, albo raczej jak pisał św. Jan Ewangelista: „kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi” (1 J 4, 20b). Czyli: jeśli naprawdę staramy się o komunię miłości z Bogiem, wręcz musi – jako część naszej natury – wynikać stąd kochanie drugiego człowieka. Więcej o tej relacji między miłością Boga a miłością bliźniego można będzie przeczytać w artykule „Czyny, i jeszcze raz czyny”.

Patrząc na to, co powyżej, łatwo można zauważyć, że w praktyce życia trudno jest rozgraniczyć przedmiot poszczególnych cnót teologalnych. Wiara jest nierozłącznie związana z nadzieją i miłością; nadzieja – z wiarą i miłością, a miłość z dwoma pierwszymi. Faktyczna postawa teologalna jest realizacją wszystkich trzech naraz. Rozgraniczenie ma nam pomóc w zrozumieniu, „o co chodzi”, ale tak naprawdę w życiu te trzy cnoty są nierozłączne. Również w perspektywie negatywnej – zaprzeczenie jednej z nich, jest tak naprawdę zaprzeczeniem wszystkim trzem.

A życie w taki sposób – życie zwrócone na Boga, przeżywane w trosce o ciągłą relację z Nim, gdzie wiara, nadzieja i miłość nie są tylko jakąś teorią czy czymś rozumianym na płaszczyźnie zewnętrznej, ale stają się całym sposobem życia człowieka – nazwiemy inaczej (i jest to określenie bardzo charakterystyczne dla duchowości karmelitańskiej) ŻYCIEM W OBECNOŚCI BOŻEJ. Ta obecność ma być AKTUALIZOWANA poprzez przypominanie sobie o Bogu, zwracanie się ku Niemu z wiarą i miłością nie tylko w czasie przeznaczonym na modlitwę, ale w ciągu dnia, w tym wszystkim, co robimy i przeżywamy.

Niezwykle ważna jest tu jeszcze jedna kwestia. Należy bardzo jasno rozróżnić życie teologalne, życie w Bożej obecności od odczuwania czy doświadczania Bożej obecności i miłości. Jedno może być związane z drugim i tak zwykle dzieje się w początkach życia duchowego. Ale, jak uczy Pan Jezus „Bóg jest duchem; trzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie” (J 4,24). Uczucia czy doznania należą natomiast do sfery psychicznej, czyli sfery, która jest gdzieś na peryferiach życia duchowego, związana jest bardziej z pewnym specyficznym sposobem przeżywania naszej cielesności. Wszyscy mistrzowie życia duchowego, ze świętym Ojcem Karmelu Janem od Krzyża na czele, uczą, że odczuwanie Boga wcale nie musi oznaczać życia w prawdziwej relacji z Nim i świętości (por. Mt 7,21-23: „…czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia?... Nigdy was nie znałem”), a nieodczuwanie – tego, że Bóg jest faktycznie nieobecny czy niejako „zagniewany” na człowieka.

Na sprawę można spojrzeć z dwóch perspektyw: z jednej strony –  od strony obiektywnej, można powiedzieć: od strony Bożych faktów, z drugiej – od strony Bożej pedagogii względem człowieka. Bóg stał się Człowiekiem w Chrystusie, ale zarazem jest nieskończenie Kimś więcej, jest Kimś nieskończenie większym niż to, co możemy o Nim poznać czy z niego zrozumieć. Sprowadzanie Go TYLKO do naszych odczuć byłoby umniejszaniem tej miłości, do której On chce nas doprowadzić. Gdy św. Jan od Krzyża przedstawia swoją doktrynę w formie rysunku Drogi na Górę Karmel, od podnóża aż do samego szczytu pisze: nic, nic, nic, ani radość, ani pociecha, ani wiedza, ani… ani…, i na górze nic. Ale to nie jest cała droga – gdy spojrzymy na rysunek część streszczona jako „nic” zajmuje mniej więcej jego połowę, dolną połowę. Potem zaczyna się zupełnie inna perspektywa: milczenie Boże, mądrość Boża, miłość, wiara, bezpieczeństwo, nadzieja, radość, pokój, łagodność, cierpliwość… „Sama tylko chwała Boża i cześć mieszkają na tej górze”. Zgodzić się na brak odczuwania obecności Boga, wewnętrzne osamotnienie, trudności z praktykowaniem miłości, zniechęcenie… a jednocześnie nadal całym sercem starać się o życie teologalne, zwracać się z miłością ku Bogu, choć wszystko każe wątpić – to znaczy zacząć naprawdę praktykować wiarę, nadzieję i miłość. Uwolnić się od własnego egoizmu, własnych korzyści z bycia dobrym, poczucia, że jest się dobrym, bo praktykuje się cnoty – tu zaczyna się miłość. Miłość, która nie jest uczuciem, nie jest przelotna, ale jest POSTAWĄ – czymś stałym, czymś, czego chcę i do czego dążę, niezależnie od wszystkiego, dlatego, że jest to dla mnie WARTOŚCIĄ. Tu zaczyna się też prawdziwa radość z życia – prawdziwa, bo oparta na prawdziwym Dobru, a zarazem zupełnie niezależna od zmiennych okoliczności zewnętrznych czy psychofizycznych. Gdy człowiekowi zacznie się udawać przechodzić od przeżycia – uczucia do postawy wynikającej z wartości, wtedy naprawdę zaczyna żyć i być szczęśliwym! Widząc całą tę perspektywę, nie można już powiedzieć, że święci są za bardzo twardzi i wymagający, co na początku tego akapitu mogło być może przemknąć przez myśl.

Czym więc jest życie teologalne? Jest ciągłym zwróceniem się ku Bogu, z wiarą, nadzieją i miłością, niezależnie od tego, co przeżywam, ale dlatego że ON sam jest PRAWDĄ, DOBROCIĄ i MIŁOŚCIĄ i że wszystko chcę przeżywać i na wszystko patrzeć WRAZ Z NIM.

 

Do przeczytania i rozważenia:

Mt 6,26-33.

Mt 7,21-28.

Mt 8,5-13.

1 Kor 13.

Św. Teresa od Jezusa, Księga mojego życia, rozdz. 22.

Św. Jan od Krzyża, Pieśń duchowa, komentarz do strof 36-37.

Św. Elżbieta od Trójcy Świętej, Modlitwa do Trójcy Przenajświętszej.

kard. A. Ballestrero, Wiara, nadzieja i miłość drogą do świętości, WKB 2000.