Łatwo może się zdarzyć, że kojarzymy modlitwę z pewnymi powszechnie przyjętymi formami (pacierz, różaniec, litanie, nabożeństwa). Nie to jest istotą modlitwy. Co więcej, wymienione przed chwilą formy tylko o tyle będą modlitwą, o ile będą czasem spotkania z Bogiem, a nie bezmyślnego powtarzania formułek. Aby to, co nazywamy modlitwą, faktycznie nią było, potrzebna jest ta właśnie istota – perspektywa spotkania z Drugą Osobą, którą jest Bóg. Wybrane formy mają jedynie służyć tej istocie i z czasem mogą się zmieniać. Zwykle wraz z rozwojem życia modlitwy dochodzi zresztą do przeakcentowania i uproszczenia. Większą wagę przykłada się do tzw. modlitwy myślnej (inaczej: rozmyślania, modlitwy wewnętrznej) niż do zewnętrznych formuł pobożnościowych. Człowiek jest istotą cielesno-duchową, stąd pewne zewnętrzne formy mogą być pomocą w szukaniu relacji z Bogiem (z tego samego powodu liczy się postawa ciała, którą przybieramy na modlitwie czy też praktyki ascetyczne, np. post, w codziennym życiu). Warto jednak – jeśli nie weszło się jeszcze na tę drogę – aby pogłębić perspektywę przeżywania modlitwy właśnie jako spotkania, wygospodarować trochę czasu (choćby nawet 10-15 minut) każdego dnia na trwanie w milczeniu przed Bogiem, stanięcie przed Nim w prawdzie o całym naszym życiu, wsłuchanie się w Jego Słowo i Jego wolę, szukanie Jego obecności… Tym właśnie jest modlitwa myślna.

Aby czas modlitwy był owocnie przeżywany, potrzebne jest przygotowanie do niej. Mówimy o przygotowaniu bliższym i dalszym. Przygotowaniem dalszym jest troska o dobre życie i szukanie obecności Boga w codzienności (to, o czym mówiliśmy w poprzednim artykule). Przygotowaniem bliższym jest skupienie, to znaczy wejście w siebie, odłożenie wszystkich innych spraw i zaangażowań, zapewnienie sobie przestrzeni milczenia i samotności. Pomocne może być zamknięcie oczu, przeczytanie fragmentu Słowa Bożego czy innego rozważania pobożnościowego, spojrzenie na Krzyż czy święty obraz; konieczne – jasne zdanie sobie sprawy z tego, że nie jesteśmy sami, że jest z nami Bóg Trójjedyny i że nie jest to obecność jedynie wyobrażeniowa, ale realna. Bez względu na to, czy będziemy odmawiać różaniec, litanię czy rozpoczynamy właśnie modlitwę wewnętrzną, jasna świadomość spotkania jest niezbędna. Inaczej na pewno wpadniemy w pułapkę bezmyślnego powtarzania formułek albo wewnętrznego skoncentrowania się na sobie i własnych myślach, na prowadzeniu dialogu z samym sobą, nie z Drugą Osobą.

Skupienia na modlitwie nie można jednak absolutnie mylić z doświadczaniem przeżyć. Oczywiście, będzie i tak, że czas modlitwy będzie dla nas radością, pokojem, ukojeniem, doświadczeniem miłości, pewnością wysłuchania, jasną, prawie doświadczalną świadomością obecności Boga w tym czasie i w całym naszym życiu. Ale zdarzy się też tak (i to zdarzy się na pewno), że modlitwa stanie się trudem, oschłością, poczuciem osamotnienia, jakbyśmy stali przed murem nie do przebycia. Wtedy naszym obowiązkiem jest trwać przed Bogiem mimo uczuciowych oporów czy obojętności. Wtedy rozpoczyna się czas, gdy przez wytrwałość naprawdę możemy powiedzieć Bogu, że Go kochamy, niezależnie od tego, czy przynosi nam to osobistą satysfakcję. Brak odczuć psychicznych nie świadczy zresztą – jak wspominaliśmy w poprzednim artykule – o nieobecności Boga. Wręcz przeciwnie. „Bóg jest duchem” i spotykamy Go jedynie w duchu, odczucia psychiczne przynależą bardziej do sfery cielesnej niż duchowej. Ich brak, przy jednoczesnej gorliwości życia chrześcijańskiego i gorącym pragnieniu Boga, tęsknocie za Nim, świadczy paradoksalnie o pogłębieniu życia modlitwy.

Może się zdarzyć też tak, że modlitwa będzie dla nas trudem z innych powodów. Duże zewnętrzne zaangażowanie, trudne sprawy, trudność ze znalezieniem przestrzeni milczenia i samotności mogą spowodować, że czas przeznaczony dla Boga będzie czasem pełnym rozproszeń. Ważne jest wtedy, żeby zachować fundamentalne wewnętrzne ukierunkowanie i pragnienie, by spotkać się z Bogiem. Ważne jest, by walczyć o modlitwę – i jeśli chodzi o czas na nią, i jeśli chodzi o ciągłe wewnętrzne wracanie do Boga, mimo narzucających się myśli, spraw i przeżyć. W zależności od sytuacji może to być czas, gdy bardziej „podeprzemy” się zewnętrznymi formami (lekturą rozważań, modlitwami ustnymi, na których treści spróbujemy skupić całą naszą uwagę). Może to być też czas i wezwanie, by nauczyć się przeżywać całe nasze życie i wszystkie jego sprawy bardziej w odniesieniu do Boga. Może da się to, co jest rozproszeniem, przemienić na modlitwę? Zamiast martwić się o chore dziecko, prosić Boga o zdrowie dla niego, a dla siebie o siły i cierpliwość? Zamiast być myślami przy pracy pisanej do szkoły czy na uczelnię, powierzyć Bogu rezultat tej pracy, zapragnąć, by była na Jego chwałę, poprosić o światło w dobrym wykonaniu tego, do czego za kilkanaście minut się wróci?

Kolejną ważną sprawą jest niezaniedbywanie czasu modlitwy, a zarazem – paradoksalnie – pewna elastyczność w podejściu do niej. Aby relacja z Bogiem mogła się rozwijać, niezbędne jest zapewnienie pewnego czasu w ciągu dnia tylko i wyłącznie dla Niego. Analogia do przyjaźni wszystko tu wyjaśni: jeśli nie widzimy kogoś przez dłuższy czas ani nawet nie rozmawiamy z nim przez telefon, więzi łatwo się rozluźniają i potem nie ma o czym rozmawiać… Zarazem dobór czasu na modlitwę (zarówno jeśli chodzi o konkretny czas w ciągu dnia jak i o jej długość) ściśle zależy od stanu życia człowieka, jego obowiązków rodzinnych czy zawodowych. Czas modlitwy ma uświęcać resztę dnia (kiedy to zresztą również powinniśmy starać się pamiętać o Bogu, pełnić Jego wolę, wracać do Niego poprzez krótkie akty), ale nie może być zaplanowany kosztem dobrego wykonywania obowiązków, które stanowią integralną część powołania danego człowieka. Jeśli matka, zamiast opiekować się małym dzieckiem, stwierdzi, że musi się właśnie pomodlić, jej modlitwa wcale nie będzie miła Bogu. Jeśli będę zaniedbywać czas pracy, gorzej wykonywać swoje codzienne obowiązki, bo mam potrzebę większej ilości modlitwy, nie wypełnię woli Bożej. Ideałem chrześcijanina jest robić to, czego w danej chwili obiektywnie oczekuje od niego Bóg i w ten sposób czynić wszystko modlitwą – spotkaniem z Nim. Natomiast czas tzw. „czystej modlitwy” (czyli przeznaczony tylko dla Boga) powinien być dobrany tak, by harmonijnie współgrał z całą resztą. Co więcej, mogłoby się zdarzyć, że wręcz wolą Bożą będzie pominięcie czasu modlitwy przez dzień czy dwa z ważnych powodów. Jeśli ktoś, załóżmy, opiekuje się ciężko chorym członkiem rodziny i nie miał z tego powodu ani chwili, by odejść na samotność i pomodlić się, a wieczorem po prostu padł ze zmęczenia, nie musi się niepokoić. Pan Bóg przyjął jako modlitwę cały czas jego trudu. Co innego, gdyby zacząć zaniedbywać modlitwę w sposób stały. Wtedy byłby to objaw niepokojący, a przyczyny, dla których się ją zaniedbuje, łatwo mogłyby się okazać jedynie „nadbudową ideologiczną”.

Wszystkie te rady sprowadzają się zresztą do jednego – do usilnej troski o modlitwę jako czas spotkania i rozmowy. Jasna świadomość tego, czym ona jest, pomoże dokonywać na co dzień dobrych wyborów i nie zgubić się ani w formalizmie, ani w bylejakości.

Na koniec, rada św. Teresy od Jezusa: „Strzeżcie się skrępowania, z jakim niektórzy zachowują się w obecności Pana… Rozmawiajcie z Nim jak z Ojcem, jak z Bratem, jak z Panem, raz w ten, drugi raz w inny sposób, jak On sam was nauczy i poda wam, co w danym razie czynić i mówić macie, aby Mu się podobać” (Droga doskonałości 28,3).

O tym, co święta Teresa pisze o modlitwie można przeczytać również w dziale Teologia po karmelitańsku w artykułach poświęconych Drodze doskonałości. W przyszłości w dziale tym zamieścimy również teksty o modlitwie w innych dziełach św. Teresy oraz u innych świętych Karmelu, natomiast w dziale Teologia modlitwy– również w przyszłości, szczegółowe opracowanie poszczególnych składników i etapów życia modlitwy.

Do przeczytania i przemodlenia:

Mt 6,5-15.

Mt 11,28-30.

Łk 6,12-19.

J 4.

J 17.

Teresa od Jezusa, Księga mojego życia, rozdz. 8.

Bł. Eugeniusz Maria od Dzieciątka Jezus, Z tchnieniem Ducha.

J. Abiven, E. Renault, Modlitwa terezjańska, Wyd. Karmelitów Bosych, Kraków 2007.