Dlatego właśnie sakramenty są tak ważne w naszym życiu i zarazem są czymś tak zupełnie wyjątkowym i nie do pojęcia (łac. sacramentum jest przecież odpowiednikiem gr. mysterion = ‘tajemnica’). Kościół uczy, że sakramenty działają ex opere operato, tzn. odnoszą swój skutek ze względu na sam fakt udzielenia, niezależnie od nastawienia osoby je przyjmującej (zauważmy, że to jedyna taka rzeczywistość – dla odmiany np. o sakramentaliach: błogosławieństwach, wodzie święconej, medalikach itp. mówimy, że działają ex opere operantis, tzn. mają skutek wyłącznie wtedy, gdy są przyjmowane z wiarą przez tego, który je stosuje – bez wiary pozostają bezskuteczne).

Innymi słowy, jak naucza Katechizm Kościoła Katolickiego (nr 1131), „sakramenty są skutecznymi znakami łaski. (…) Przez te znaki jest nam udzielane życie Boże”.  Sakramenty są więc szczególnym „miejscem” spotkania Boga z człowiekiem. Ich celem jest oddanie Bogu chwały oraz uświęcenie człowieka. Są „przestrzenią”, gdzie Bóg niejako „wlewa” w nas swoją łaskę, byśmy byli Jego dziećmi, chrześcijanami, byśmy odważnie i w prawdzie wyznawali wiarę, kochali Go każdego dnia coraz bardziej, a odwracali się od wszelkiego zła w naszym życiu, byśmy służyli Mu według stanu, do którego nas powołał i kochali coraz pełniej ludzi, których nam dał, byśmy wreszcie wraz z Nim potrafili przeżywać słabość, cierpienie, chorobę, śmierć. Jak widać z tego wyliczenia sakramenty są darami Boga, które w jakiś sposób ogarniają całe nasze ludzkie życie, wszystkie jego istotne momenty, ustawiając je w Bożej perspektywie i dając skuteczną łaskę, by przeżywać je w sposób Boży – nadprzyrodzony.

Tak ogromny dar Boży nie może pozostać bez odpowiedzi. Jeśli Bóg – przez Chrystusa, z którego ustanowienia są wszystkie sakramenty – daje nam szczególną „przestrzeń”, gdzie udziela nam Siebie samego, swojego Bożego życia, jedyną właściwą postawą jest ogromna wdzięczność i czerpanie z tego przeobfitego skarbca Bożych darów.

Tu zaczyna się przestrzeń owocności sakramentów w życiu człowieka. Można być ochrzczonym, a postępować zupełnie nie po chrześcijańsku czy nawet odwrócić się od Boga, tj. w porządku obiektywnym: Bóg ofiarował swoją łaskę, człowiek z niej nie skorzystał, odrzucił ją. Można choćby codziennie uczestniczyć we Mszy świętej, ale myślami być daleko – wtedy choć przez Komunię świętą Chrystus realnie żyje w naszym sercu, ta Jego obecność będzie miała bardzo mały wpływ na nasze codzienne życie i postępowanie. Można spowiadać się z przyzwyczajenia, a tak naprawdę nie „poczuć” ciężaru swoich grzechów i nigdy nie skruszyć serca przed Bogiem. Widać tu, że wielkość sakramentu wymaga również odpowiedzialności ze strony człowieka, który go przyjmuje.

Jest to też ostrzeżenie, by rzeczywistości sakramentalnej nie traktować w sposób magiczny – bo to ogromnie obrażałoby Boga, który chce być kochany i przyjmowany w sposób wolny i świadomy. Wielkim ryzykiem byłoby myślenie, że samo mnożenie praktyk religijnych, nawet tak doniosłych jak sakramenty, które przecież działają ex opere operato, jest czymś, co niejako „zmusza” Pana Boga do udzielenia nam zbawienia czy jakichś konkretnych łask w życiu doczesnym. Podchodzenie do sakramentu jak do talizmanu, który wyjednuje pomyślność (wszystko jedno czy doczesną, czy wieczną), a odpędza nieszczęścia, byłoby przedmiotowym traktowaniem samego Boga.

Nie można ponadto zapominać, że sakramenty są zawsze celebrowane we wspólnocie Kościoła. Z jednej strony są powierzone Kościołowi i tylko w Kościele można z nich faktycznie korzystać; z drugiej – w perspektywie nadprzyrodzonej są niejako „sprawą” całego Kościoła, przymnażają chwały Bożej i dobra nadprzyrodzonego nie tylko pojedynczemu człowiekowi, który je przyjmuje, ale całej wspólnocie Kościoła. Stąd też podkreśla się wspólnotowy rys celebracji sakramentów, nawet tak „osobistych” jak sakramentu pokuty i pojednania, bo przecież „w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych” (Łk 15,7).

W przyszłości w dziale „Sakramenty” na naszej stronie internetowej można będzie pogłębić teologię sakramentów w ogólności oraz teologię każdego z siedmiu sakramentów. Dogłębne poznanie tej nadprzyrodzonej rzeczywistości będzie bardzo owocne również dla codziennego życia duchowego, pozwoli w głębszy i prawdziwszy sposób przeżywać rzeczywistość sakramentalną. W ciągu dalszym niniejszego artykułu skupimy się natomiast na praktycznych radach dotyczących dwóch sakramentach, z których korzystamy najbardziej „na co dzień” – Eucharystii i pokucie.

Eucharystia jest uobecnieniem Krzyżowej Ofiary Chrystusa, ponadto Ucztą Kościoła. „Jej skutki i owoce są dostępne dla każdego człowieka. Chrystus bowiem umarł za całą ludzkość. Również aniołowie, święci, a wreszcie całe stworzenie, na swój sposób korzystają z owoców Eucharystii. Przyjmuje się jednak, że z owoców Najświętszego Sakramentu nie korzystają potępieni w piekle, choć nie wiadomo, czy Eucharystia nie ma na nich żadnego wpływu, skoro ma ona nieskończoną moc”[1]. Głównym jej owocem jest zjednoczenie wierzącego z Chrystusem i co z tego wynika pogłębienie w człowieku życia łaski, co jest też najlepszym „zabezpieczeniem” przed upadaniem w grzechy.

Wielkość tej nadprzyrodzonej rzeczywistości wymaga od człowieka godnej postawy. Rozumiemy przez to nie tylko jakąś zewnętrzną pozę czy nawet przyjęcie specyficznych zewnętrznych wymagań związanych z uczestnictwem w Eucharystii, typu odpowiedni strój, wyłączenie telefonu czy post eucharystyczny. Chodzi głównie o wewnętrzną dyspozycję – skupienia, troski o to, by jak najpełniej uczestniczyć w dokonywanych obrzędach, zdania sobie sprawy z tego, w jak wielkiej rzeczywistości się uczestniczy, stanięcia wewnętrznie w obecności żyjącego Boga.

Jak wspominaliśmy w artykule „Modlitwa = spotkanie”, mówiąc o przygotowaniu do modlitwy, wyróżnia się przygotowanie bliższe, którym jest właśnie wejście w przestrzeń należnego skupienia oraz przygotowanie dalsze, którym jest to, jak człowiek żyje. To samo można odnieść do owocnego przeżywania Eucharystii. Jeśli całe moje życie jest rozproszone, pełne bodźców, może bliskie upadania w grzechy, wtedy wchodząc do Kościoła, trudno będzie mi się od tego wszystkiego uwolnić. Jest prawdą, że Eucharystia daje siłę do walki duchowej, do odchodzenia od złych skłonności – nie można więc z niej i z troski o nią rezygnować, jaki by nie był stan duchowy człowieka. Natomiast w życiu codziennym należy robić wszystko, by przygotować się do godnego uczestnictwa w Świętych Obrzędach. Św. Teresa z Los Andes, młoda karmelitanka z Chile, jeszcze przed wstąpieniem bardzo starała się o to, żeby wieczorem wzbudzić w sobie pragnienie Jezusa Eucharystycznego i w ten sposób lepiej przygotować się do przyjęcia Go rano w Komunii świętej.

Przygotowaniem do Komunii eucharystycznej jest też troska o jak najbardziej owocne czerpanie z drugiego stołu zastawionego dla nas podczas Mszy świętej, którym jest stół Słowa Pańskiego. Pogłębianie życia Słowem Bożym (o czym w kolejnym artykule), zwłaszcza tym dawanym nam codziennie w liturgii Mszy świętej, pomaga w owocnym korzystaniu z darów zbawienia ofiarowywanych nam w Ofierze Mszy świętej.

Biorąc pod uwagę uwarunkowania współczesnych czasów, warto też podkreślić, że uczestnictwo we Mszy świętej jest pełne, gdy możemy przystąpić do Komunii eucharystycznej. Natomiast, przystąpienie do Komunii świętej zakłada, że nie popełniliśmy świadomie i dobrowolnie żadnego grzechu ciężkiego. Przystępowanie do Komunii świętej w stanie grzechu ciężkiego byłoby nieskończoną obrazą Boga: „Kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny staje się Ciała i Krwi Pańskiej” (1 Kor 11,27). Natomiast, grzechy powszednie są gładzone poprzez spowiedź powszechną i samą Komunię.

Ponadto, uczestnictwo we Mszy świętej i Komunia święta nie powinny być czymś „odległym” od naszego codziennego życia. We Mszy świętej moment ofiarowania darów ołtarza jest doskonałą okazją, by wzbudzić świadomą intencję ofiarowania Panu Bogu całego swojego życia, codziennych spraw, radości i trudów, jako naszej ofiary dla Niego, dla Jego czci, dla dobra Kościoła, dla zbawienia wszystkich ludzi. Częstą praktyką jest też wzbudzanie sobie jakiejś szczegółowej intencji, w której modlimy się podczas Mszy świętej czy przyjmujemy Komunię świętą (jest to oczywiście odrębna sprawa od intencji przyjmowanej przez kapłana, w której on odprawia daną Mszę i prywatne wzbudzanie intencji nie powinno prowadzić do niedowartościowywania tego ostatniego).

Niezwykle ważnym jest pełne skupienia i miłości przystępowanie do Komunii świętej, świadomość, że jest to chwila zjednoczenia z Bogiem. Dlatego też bardzo ważnym jest czas dziękczynienia po Komunii świętej, który warto, jeśli to możliwe, przedłużyć na choć kilka chwil osobistej modlitwy bezpośrednio po Mszy świętej. Św. Teresa od Jezusa wyraźnie wskazuje, że gdy mamy Pana rzeczywiście obecnego w naszym sercu, byłoby błędem szukać Go gdzie indziej. Naszym zadaniem jest wtedy wewnętrzne skupienie i troska, by był to faktycznie czas spotkania z Nim, słuchania Go, dziękowania czy powierzania Mu całego naszego życia.

Tak przeżyta Msza święta i Komunia święta nie powinny pozostać czasem oderwanym od reszty dnia. Na ile to możliwe, warto zachować w swoich myślach świadomość eucharystycznej obecności Chrystusa w naszym sercu, a pośród obowiązków wracać do Niego poprzez akty obecności Bożej czy praktykę łączności z Jezusem eucharystycznym poprzez komunię świętą duchową. Świadomość tak żywej obecności Boga w naszym życiu będzie też konkretną pomocą, by starać się codzienne okoliczności życia przeżywać jak najbardziej po chrześcijańsku.

Pogłębione podejście do Eucharystii będzie też czynnikiem powodującym coraz większe jej pragnienie. Odkrycie, że sakramentalna obecność Chrystusa jest fundamentalną rzeczywistością dla mojego życia, staje się zwykle mobilizacją do jak najczęstszego, nawet codziennego uczestnictwa w Ofierze Mszy świętej. Przewartościowanie, które zachodzi w człowieku, często prowadzi do odkrycia, że mimo codziennych obowiązków zawodowych czy rodzinnych „jednak się da” wygospodarować czas na Eucharystię, choć dawniej wydawało się to pozornie trudne do zrealizowania.

Wraz z rozwojem życia duchowego powinna również wzrastać troska o czystość serca, a w związku z tym dowartościowanie sakramentu pokuty i pojednania. W znaczeniu ścisłym, zgodnie z przepisami Kościoła, do spowiedzi należy przystąpić raz w roku i zawsze wtedy, gdy ma się świadomość popełnienia grzechu ciężkiego. Nie ma ścisłego obowiązku spowiadania się z grzechów powszednich czy niedoskonałości. Kościół jednak gorąco do tego zachęca i zgadza się to również z wewnętrznym dynamizmem osoby podchodzącej poważnie do relacji z Bogiem. Jeśli kogoś naprawdę kocham, nie chcę Go zasmucać, nie chcę Go ranić, a gdy coś mi nie wyjdzie, szukam okazji do przeproszenia, do pojednania. W dziedzinie ludzkich relacji, nie byłoby faktycznej miłości, gdyby kochający widział swoją winę jedynie w formalnej zdradzie tego, kogo kocha. Miłość wyostrza wzrok i powoduje, że pragnie się czynić dobro, a unikać zła również w drobnych sprawach codziennego życia.

Spostrzeżenie o „wyostrzaniu się” sumienia jest tym bardziej na miejscu w dzisiejszych czasach, gdy powszechnie spotykamy się z zanikaniem poczucia grzechu, nawet wśród osób uważających się za wierzące. Trzeba tu pamiętać, że Boga spotykamy w prawdzie i miłości. I jeśli pominiemy element prawdy, miłość również nie będzie prawdziwa. Trzeba też pamiętać, że życie na ziemi naznaczone jest piętnem grzechu pierworodnego i raju na ziemi nie zbudujemy. Nasze codzienne życie będzie naznaczone walką, trudem, cierpieniem. Kto proponuje drogę zbyt łatwą, nie prowadzi do Boga.

Jak więc kształtować swoje sumienie i jak się spowiadać? Pomocnych tu może być kilka rad:

1.       Spowiedź nie jest tylko jakimś zewnętrznym wydarzeniem czy kwestią spełnienia pewnej formalności. Nie jest też tylko pewną techniką, gdzie wobec listy grzechów przedstawianych często w propozycjach rachunku sumienia mam się określić „tak” albo „nie”. Spowiedź jest przede wszystkim osobowym spotkaniem z Bogiem. Jest stanięciem przed Nim jak najgłębiej w prawdzie swojego serca, zobaczeniem swojego życia w Jego perspektywie i prośbą o przebaczenie za to, co w moim życiu nie było „po Bożemu”, w czym zawiniłem, zgrzeszyłem, opuściłem Boga, a może wprost zwróciłem się przeciwko Niemu. Tylko perspektywa osobowego spotkania z Bogiem może uczynić ten sakrament naprawdę owocnym w naszym życiu. Stąd często mówi się, że w wypadku spowiedzi z grzechów powszednich czy niedoskonałości dużo ważniejszym od przypomnienia sobie wszystkich uchybień jest pogłębione stanięcie przed Bogiem w prawdzie swojego serca i troska o wzbudzenie szczerego żalu za grzechy, żalu, że nie było się wiernym Temu, który nieskończenie nas kocha.

2.       Nie umniejsza to roli równie pogłębionego rachunku sumienia. Ważna jest troska o stanięcie w prawdzie o swoich czynach, ale też myślach, wewnętrznych postawach i motywacjach. Ważne jest zadanie sobie pytania, o co mi tak naprawdę chodziło. O Boga, o dobro, o budowanie prawdy i miłości czy o samego siebie i jakieś własne „interesy”? Takie stanięcie w prawdzie jest możliwe jedynie w relacji do Boga jako kochającego, miłosiernego Ojca. Jest możliwe tylko, jeśli miłość będzie motywacją silniejszą niż lęk. Inaczej łatwo „zaplątać się” w usprawiedliwianie siebie i różne mechanizmy obronne.

3.       Dodać tu należy, że w praktyce gorliwego życia duchowego rachunku sumienia nie ogranicza się tylko do przygotowania do spowiedzi, ale powinien on być codziennym aktem życia duchowego, bieżącej weryfikacji, na ile moje życie zgadza się z zamysłem Bożym.

4.       Wraz z rozwojem życia duchowego i świadomości prawdy o sobie, często też odchodzi się od powszechnie proponowanych schematów rachunku sumienia na rzecz ułożenia sobie czegoś w rodzaju spersonalizowanych pytań czy zagadnień do rachunku sumienia, które bardziej w prawdzie i precyzyjnie ogarniają osobistą sytuację życiową i duchową we wszystkich jej aspektach.

5.       Robiąc rachunek sumienia, nie można jednak mieszać popełnionych niedoskonałości czy grzechów z odczuwanymi uczuciami. Wydaje się, że w praktyce jest to jeden z trudniejszych punktów. Uczucia są spontaniczną reakcją psychologiczną człowieka i jako takie nie mają konotacji moralnej ani nie podlegają osądowi sumienia. Ważne jest – i z tego już należy się spowiadać – co z uczuciami robimy. To, że zdenerwowałam się czy przestraszyłam trudnej sytuacji, nie jest grzechem. Niedoskonałością albo grzechem będzie, jeśli negatywne uczucia zaczną kierować moimi postawami, czy to zewnętrznymi, czy wewnętrznymi. Jeśli pod wpływem zdenerwowania będę niewłaściwie reagować, jeśli chociażby w myślach będę toczyć przeciwko komuś walkę, obgadywać go czy obrażać, wtedy czynię zło. Jeśli natomiast czuję zdenerwowanie i nawet z jakichś powodów uczucie to utrzymuje się przez dłuższy czas, ale cały czas walczę, aby moje postawy były właściwe, aby nie myśleć i nie działać pod wpływem tego uczucia, aby postąpić obiektywnie w sytuacji, która być może wymaga zdecydowanej reakcji, bo dzieje się jakieś zło, wtedy nie tylko nie grzeszę, ale ćwiczę się w dobru. Analogicznie należy rozpatrywać kwestię uczuć pozytywnych. Mogą być one motorem do czynienia dobra, ale czasem mogą też sprowadzić nas na manowce. Jeśli bardzo kogoś lubię i prowadzi mnie to do gorszego traktowania innych osób, z którymi relację też powinnam pielęgnować, wtedy ulegam zbytnio uczuciu pozytywnemu i być może nawet grzeszę zbyt dużym przywiązaniem czy brakiem miłości bliźniego względem innych. Jeśli coś, co robię, przynosi mi ogromną satysfakcję i opierając się jedynie na tej satysfakcji, zaniedbuję inne obowiązki, moje działanie nie przynosi chwały Bogu. Warto w rachunku sumienia spojrzeć również właśnie na to: na ile obiektywnie żyję? – obiektywnie, czyli według wartości, nie według własnych zmiennych odczuć i przeżyć.

6.       Rachunek sumienia połączony ze szczerym żalem za popełnione grzechy powinien prowadzić do dobrego przeżycia samego sakramentu pokuty i pojednania. Podczas spowiedzi ważne jest, by starać się jasno, klarownie i w prawdzie nazywać swoje grzechy i słabości, nie chowając się ze mechanizmami obronnymi, okolicznościami życia czy domniemaną winą innych. Nie zmienia to faktu, że tam, gdzie chodzi o grzech ciężki, należy wyznać okoliczności, które mogłoby zmieniać klasyfikację moralną czynu. Nie zmienia to też faktu, że jeśli spowiedzi towarzyszy kierownictwo duchowe, szersze opisanie pewnych spraw czy okoliczności może być potrzebne. Chodzi jedynie o zachowanie maksymalnego dystansu od samego siebie i maksymalnej obiektywności. Troski, by również mówiąc o okolicznościach przedstawić, na ile się da, prawdę, a nie „moją wersję wydarzeń”.

7.       Spowiedź i kierownictwo duchowe mogą funkcjonować łącznie lub oddzielnie, w zależności od tego, co służy pożytkowi duchowemu danej osoby, a także w zależności od możliwości i dostępności kierownika duchowego. Jest faktem, że nie każdy kapłan jest w stanie sprawować kierownictwo duchowe (i nie byłoby słusznym branie sobie za kierownika „pierwszego lepszego” kapłana). Również nie każdy kapłan będzie je mógł sprawować względem każdego (tu wiele zależy od doświadczenia w życiu duchowym zarówno kapłana jak i penitenta). W związku z tym może zdarzyć się sytuacja, że regularnie odbywamy jedynie spowiedź z grzechów u jakiegokolwiek kapłana, natomiast z kierownikiem spotykamy się rzadziej na dłuższą rozmowę czy w szczególnych sytuacjach kierownictwo duchowe odbywa się za pośrednictwem listów. W przypadku kierownictwa duchowego łączonego z regularną spowiedzią, ważnym jest, by dać się faktycznie poznać kierownikowi, nie stwarzać sobie jakiegoś nieprawdziwego image’u, nie starać się pokazać na siłę głębokości własnego życia duchowego. Ważnym jest też, by spowiedź nie stała się jedynie rozmową, by nie rozmyć w sobie perspektywy spotkania z Bogiem, szczerego wyznania win i żalu za nie na rzecz jedynie rozmowy z człowiekiem o własnych problemach.

8.       Spowiedź, a już szczególnie, gdy łączy się z kierownictwem duchowym, nie jest też aktem zamkniętym w samym sobie. Dobrze odbyta spowiedź ma przynosić owoc nawrócenia i poprawy w naszym życiu. Pan Bóg daje łaskę sakramentalną, daje potem łaski szczegółowe w kolejnych momentach naszego życia, ale od nas zależy, co z tymi łaskami zrobimy. Od nas zależy poziom troski o dalsze życie duchowe. Stąd ważne jest, aby postanowienie poprawy nie było tylko formułką, ale stało się rzeczywistością w naszym życiu. Dobrą praktyką jest określenie sobie jednego konkretnego postanowienia do dalszej pracy nad sobą, i to postanowienia dotykającego tego, w czym naprawdę nie domagam, a nie prowadzącego do „migania się” od pracy nad tym, co naprawdę istotne. To, co właśnie zaproponowaliśmy, jest zarazem pogłębioną formą podejścia do odprawienia pokuty i zadośćuczynienia bliźnim związanych ze spowiedzią. Zresztą w wypadku pogłębionej spowiedzi połączonej z kierownictwem duchowym często zdarzyć się może, że pokutą zadaną przed kapłana nie będzie już standardowe odmówienie jakiejś modlitwy czy odprawienie praktyki pobożnej, ale właśnie konkretne działanie czy kształtowanie w sobie konkretnych postaw.

W sakramentach Pan Bóg daje nam samego siebie. Kwestią otwartą pozostaje natomiast, na ile chcemy skorzystać z Jego daru, na ile w pełni go przyjmujemy. Sakrament będzie tym bardziej owocny, im bardziej będzie nam towarzyszyła świadomość prymatu Boga i relacji z Nim. Skoro Bóg dał nam tak cenne dary, starajmy się jak najpełniej spotykać się z Nim poprzez nie. Oby ta perspektywa wiary i miłości stawała się każdego dnia coraz bardziej dominująca w naszym życiu!

     

Do przeczytania i przemodlenia:

Mt 26,26-30.

J 13.

1 Kor 11, 17-34.

Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 1322-1498.

Św. Teresa od Jezusa, Droga doskonałości, rozdz. 33-36.

Św. Jan od Krzyża, Noc ciemna, Księga I.

 


[1]M. Blaza, D. Kowalczyk, Traktat o sakramentach, w: Dogmatyka. Tom V., WIĘZI, Warszawa 2007,s. 359.