Na samym początku zadajmy sobie pytanie, czym jest Słowo Boże?

Odpowiedź jest jedna: Słowo Boże to sam Chrystus, druga Osoba Trójcy Przenajświętszej. Ta prawda jest fundamentalna dla właściwego podejścia do kwestii komunii ze Słowem Bożym. Każde inne spojrzenie sprowadziłoby nasze rozważania jedynie do poziomu pewnych praktyk czy technik. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna.

„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo… Słowo Ciałem się stało” (J 1,1.14). Może już przywykliśmy do tych słów z Ewangelii św. Jana, które słyszymy co roku w okresie Bożego Narodzenia. Wyrażają one jednak fundamentalną prawdę naszej wiary: Słowo Boże, druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, dla nas i dla naszego zbawienia stało się człowiekiem, jednym z nas. W ten sposób Bóg oddał się w pełni człowiekowi, uczynił się dla niego bliskim, wręcz „dotykalnym”, jak pisze w innym miejscu św. Jan (1 J 1), stał się dla nas poniekąd „zrozumiały”, bo patrząc na Jezusa, możemy poznawać niepoznawalnego Boga: „Boga nikt nigdy nie widział, jednorodzony Syn, który jest w łonie Ojca, o nim pouczył” (J 1,18). A św. Jan od Krzyża uczy: „[Bóg] dał nam swojego Syna, który jest jedynym Jego Słowem – bo nie posiada innego – i przez to Słowo powiedział nam wszystko naraz. I nie ma już nic więcej do powiedzenia” (Droga na Górę Karmel, ks. II, 22,3) oraz: „Ileż to rzeczy można odkrywać w Chrystusie, który jest jakby ogromną kopalnią i mnogimi pokładami skarbów, w które, choćby się nie wiem jak wgłębiano, nie znajdzie się ich kresu i końca” (Pieśń duchowa 37,4).

Jezus Chrystus, Boże Słowo, objawia się nam na różne sposoby, również poprzez wydarzenia i okoliczności codziennego życia, innych ludzi, wewnętrzne natchnienia... Te wszystkie sposoby Jego przejawiania się są jednak bardzo subtelne i łatwo można by ulec zbytniemu subiektywizmowi i słuchać siebie zamiast Boga. Stąd Słowo Boże daje nam siebie w Kościele jako rzeczywistości zbawczej i obiektywnej rzeczywistości spotkania z Nim. Benedykt XVI pisze: „Kościół jest wspólnotą, która słucha słowa Bożego i je głosi. (…) W słowie Bożym, głoszonym i słuchanym, oraz w sakramentach Jezus mówi dzisiaj, tu i teraz, do każdego z nas: Ja jestem twój, daję się tobie…” (VD 51). Objawienie dane w Chrystusie dociera do nas w Kościele w podwójnej formie, jakby dwoma kanałami, choć samo w sobie jest jedno: poprzez Pismo święte i poprzez Tradycję apostolską (pisaną przed wielkie „T”, w odróżnieniu od „tradycji” z małej litery, które mieszczą w sobie różne zewnętrzne ustalenia, formy sprawowania kultu, dyscypliny kościelnej, pobożności, które kształtowały się w ciągu wieków jako sposoby wyrażania wiary i jako takie mogą ulegać zmianom). Ta dwoista forma wiąże się z realiami historycznymi. Gdy w Chrystusie Bóg przyjął ludzkie ciało i dał poznać ludziom samego siebie i swoją prawdę, wezwał Apostołów do głoszenia tej Dobrej Nowiny (Ewangelii) wszystkim ludziom i narodom. To przekazywanie Ewangelii odbywało się najpierw ustnie, a dopiero później zostało utrwalone na piśmie. Stąd „Pismo święte jest mową Bożą, utrwaloną pod natchnieniem Ducha Świętego na piśmie”. Natomiast „Święta Tradycja słowo Boże przez Chrystusa Pana i Ducha świętego powierzone Apostołom przekazuje w całości ich następcom, by oświeceni Duchem Prawdy, wiernie je w swym nauczaniu zachowywali, wyjaśniali i rozpowszechniali” (Sobór Watykański II, konstytucja Dei Verbum 8).

Wynika stąd pierwszy wniosek dla naszej osobistej, codziennej komunii ze Słowem Bożym: Chrystusa poznajemy w Kościele. Lektura i interpretacja Pisma świętego odbywa się w Kościele, w komunii z jego oficjalnym nauczaniem, a również z nauczaniem i interpretacją Pisma świętego dokonywaną przez świętych, gdyż oni poznali Jezusa „bardziej z bliska”. Docenić też trzeba znajomość nauki Kościoła i życie nią, a zwłaszcza dokumentami Kościoła. One nie są tekstami trudnymi, prawnymi, oddalonymi od życia, ale czymś, co może rzucić wiele światła na nasze codzienne postępowanie, a także na nasze rozumienie rzeczywistości wiecznej i rzeczywistości doczesnych.

W codziennym życiu podstawową formą komunii ze Słowem Bożym pozostaje lektura Pisma świętego. Warto zdać tu sobie sprawę, że Pismem świętym przeniknięte jest całe życie Kościoła. Pisma świętego słuchamy w czasie każdej Mszy świętej, jest ono komentowane w homilii, ale też cała liturgia Mszy świętej i innych sakramentów jest utkana tekstami Pisma świętego, które wypowiadamy może mimochodem, nawet nie uświadamiając sobie ich pochodzenia. Oficjalna modlitwa Kościoła, która jest modlitwą całego Ludu Bożego, przeznaczoną również dla świeckich – Liturgia godzin, zwana popularnie brewiarzem – nie jest niczym innym jak modlitwą słowami Pisma świętego, zwłaszcza psalmami. Wiele modlitw, które odmawiamy codziennie, to wprost słowa Pisma świętego albo przynajmniej opierające się na nich. Takie świadome podejście do tego, co jest nam dane każdego dnia, jest bardzo pomocne w owocnym przeżywaniu modlitwy ustnej czy życia sakramentalnego. Pomaga chronić się przed rutyną i sprawiać, żeby modlitwa była naprawdę modlitwą, czyli czasem spotkania z Bogiem.

Ponadto, należy gorąco polecić praktykę modlitewnej lektury Pisma świętego, nazywaną lectio divina. W zależności od tradycji w duchowości może ona przebiegać na różne sposoby. Nie chodzi jednak nigdy o metodę, ale o istotę. O modlitewne spotkanie z Chrystusem obecnym w swoim Słowie wyrażonym w Piśmie świętym. Nie chodzi przy tym o poznanie intelektualne (albo raczej nie o poznanie wyłącznie intelektualne), ale egzystencjalne. Zrozumienie faktycznego sensu – treści rozważanego fragmentu Pisma świętego jest ważnym i nieodłącznym etapem lectio divina (byłoby przecież niedorzecznością wychodzić nie od tego, co naprawdę powiedział Jezus, ale od tego, co mi się wydaje, że miał na myśli albo co ja bym chciała, żeby powiedział). Jest to jednak jedynie etap pierwszy. Temu rozpoznaniu prawdy objawionej, które powinno być syntetyczne i prowadzące do istoty, a nie rozmywające się w wielu szczegółach, ma towarzyszyć modlitwa – bezpośrednie odniesienie do obecnego Boga, pytanie Go, co to Słowo ma znaczyć dla mojego życia, szukanie w nim światła na mojej osobistej drodze, wskazania, jak bardziej prawdziwie kochać Boga i bliźnich. To są kluczowe elementy lectio divina: perspektywa modlitwy – spotkania z Chrystusem i modlitewne odniesienie do własnego życia i sytuacji, odkrywając dla nich światło Boże. Dodać tu jeszcze koniecznie należy, że tego odniesienia do własnego życia nie wolno absolutnie traktować w sposób magiczny – na zasadzie uzyskiwania prostych, bezpośrednich odpowiedzi dla różnych kwestii szczegółowych w swoim życiu. Lectio divina nie może stać się bardziej pobożną formą korzystania z porad wróżki. Ono ma uczyć powolnego, pokornego stawiania naszego życia w świetle Bożym i szukania Bożej prawdy. Lectio divina i wszelkie w ogóle formy komunii ze Słowem Bożym wymagają przede wszystkim postawy wiary. Wiary, która często nie da jasności, ale składa nas w rękach miłującego Ojca. Wiary, która – wracając do jednego z pierwszych punktów tych rozważań – nauczy nas widzieć Chrystusa nie tylko w czasie przeznaczonym na modlitwę i nie tylko, gdy rozważamy Jego Słowo w Piśmie świętym, ale w całym naszym życiu i wszystkich jego okolicznościach. Lectio divina ma jakby wyostrzyć nasz wewnętrzny słuch, żebyśmy potem mogli słyszeć Chrystusa wszędzie i aby to, co słyszymy było faktycznie Jego wolą, a nie naszymi wymysłami.

Prośmy  Chrystusa, aby udzielał nam tej wzrastającej komunii z Nim, który jest Drogą, Prawdą i Życiem, który daje się nam poznać w Kościele: w sakramentach, w apostolskiej Tradycji i w Piśmie świętym.

 

Do przeczytania i przemodlenia:

J 1.

1 J.

Katechizm Kościoła katolickiego, nr 74-83.

Benedykt XVI, adhortacja apostolska Verbum Domini.

Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel, Księga II, 22,3-6.

Jan od Krzyża, Pieśń duchowa, 37,3-4.

Jerzy W. Gogola, Teologia komunii z Bogiem, s. 299-303.